Wysoko na drzewie
12 października, 2010
Kilka dni temu, przy bardzo słonecznej pogodzie, szłam przez spokojne osiedle. Niskie bloki, wąskie chodniki i psy na spacerach. Na krzaku, do którego się zbliżałam spostrzegłam błyszczącą czerwienią kulkę, wg mnie plastikową. Wisiała taka jedna, sama, samiusieńka, wysoko na gałęzi drzewa, które w odważny sposób wyrosło pomiędzy chaszczami. Kto do cholery ją tam powiesił? Widywałam już nawet trampki na drzewach, także nie było to aż tak dziwne. Dużo bardziej zdziwiłam się, kiedy mijając granicę mojej krótkowzroczności, okazało się, że to jabłko. Piękne, duże, czerwone jabłko. Jedno, samo, samiusieńkie. Zdziwił mnie jego widok w takim miejscu. Tylko na chwilę, bo już tuż po niej na mojej twarzy pojawił się przeogromny uśmiech, który nie opuszczał mnie do końca dnia.
Ale ze mnie mieszczuch.
Przejrzałam trochę archiwum tego bloga i dostrzegłam jedną, ważną rzecz. Otóż… Bez przerwy pisałam tylko o tym co będę, co zamierzam, co planuję. Nigdy, prawie wcale, o jestem, robię, realizuję. Czy to się zmieni? Nie wiem. Czy znów będę pisać? Także nie wiem. Okaże się.
Może potrzebowałam przerwy, by dostrzec, że z gadania nic nie wynika? Być może.